Historia jednego nagłówka

[fblike layout=”button_count”]

Wszyscy wiemy, że o dobry nagłówek niełatwo. Taki powstaje w bólach, mękach i w chmurach kurzu, które wzbijają się z rzadko używanych słowników – a to ortograficznych, a to wyrazów obcych, a to języka polskiego… Nagłówek taki redaktor traktuje jak własne dziecko. Wypieszczony, wymuskany, wygładzony do granic możliwości, setki raz przeczytany w myślach, dziesiątki razy powtórzony na głos. A potem co? Pięć minut istnienia gdzieś na dole strony (dobrze jeśli głównej), a potem ginie w czeluściach internetu, zapomniany, niepotrzebny… Redaktorzy Gazety.pl jednak buntują się przeciwko takiemu traktowaniu nagłówków. Jeśli coś jest dobre, to po co to zmieniać? Przecież nagłówek to nie mydło, nie wymydli się. Poniżej przedstawiamy historię jednego takiego nagłówka, którego żal było nie użyć drugi raz. I trzeci. I czwarty. I…

10313829_791930950831281_963768856826266320_n

 

10331735_791931204164589_1361085986_n

 

10345077_791931214164588_1311960294_n

 

10346897_791931210831255_1802008703_n

 

10362482_791931194164590_546981346_n

 

10364049_791931217497921_1995645739_n

Podobał Ci się wywiad? Wesprzyj „Nagłówki”. Zakładamy, że domyślisz się, w jaki sposób. 

[fblike layout=”button_count”]